Budynek lotniska był nadzwyczaj zatłoczony, jednak biorąc pod uwagę końcówkę września, to nie było to nic dziwnego. Małe budki sklepowe z odzieżą, kosmetykami i jedzeniem oblegane były przez tłumy turystów. Nic dziwnego. Paryż o tej porze roku wyglądał cudownie. Tłumy obcokrajowców z podręcznymi przewodnikami pytali o drogę pomimo tego, że trzymali w dłoniach mapy.
Handlarze pamiątkami wciskali wszystkim figurki wieży Eiffel’a różnych wielkości. Dla Paryżanów nie było w niej nic nadzwyczajnego, kawał złomu, w którym nastolatkowie pili, palili trawę i kochali się po kątach. Przynajmniej takie zdanie miała Jacqueline.
Odprawa już się zaczęła, a ona kłusowała z ciężką walizą na ramieniu i płótnami w drugiej ręce po wnętrzu, kierując się w stronę swojego samolotu. Bilet trzymała w zębach, wiedząc jak kończy się pakowanie biletu na samym dnie torby.
Wbiegła do hali odlotów, szukając wzrokiem towarzyszki lotu. Pomachała do niej płótnami i ruszyła w jej kierunku.
Towarzyszka Jacqueline, niejaka Joyce Jareau, zabijała czas rozwiązując zagadki logiczne w swoim telefonie. Widząc znajomą różową czuprynę wstała z niewygodnego krzesła i chwyciła w dłoń uchwyt od wielkiej walizki.
-Najwyższy czas złotko! – zawołała do Jack, szczerząc się w wesołym uśmiechu.
-Wybacz, ale zatrzymał mnie mój były manager. Przeprosił mnie i zaproponował dalszą współpracę, aczkolwiek niestety musiałam odmówic. – Jackie uśmiechnęła się do rudowłosej kompanki, podając jej swój bilet. – Nie mogę się doczekac, kiedy będziemy już w Nowym Jorku.
- Jesteś w tym odosobniona – Mruknęła JJ, przewracając niebieskimi oczami w obramowaniu fioletowej kredki i cieni. – Ja bym jeszcze dwa tygodnie poświrowała z uroczym Antonio – westchnęła na samo wspomnienie ostatniej nocy. – A Nowy Jork jeszcze da nam popalić, zobaczysz moja artystko.
-Ha, ha. – Mruknęła Jackie. – Mam dość Paryża. Wszędzie zakochane pary i cmokający się turyści. Koszmar. – Dziewczyna przewróciła oczami.
- Marudzisz. – Ruda podała bilet obsłudze lotu i ruszyła korytarzem w stronę samolotu. – Amerykanie znudzili mi się już po roku na CalTechu…
- Mnie nudzą Francuzi i to całe pieprzenie o miłości. Ble. – Wzdrygnęła się na wspomnienie zakochanych par.
- Mnie też, dlatego rozmowę ograniczam do minimum – JJ zaśmiała się, po czym usiadła w fotelu. – Au revoir Paris! – Powiedziała melodramatycznie, zerkając przez okno samolotu.
Jacqueline nawet się nie obejrzała, rozglądając się za stewardesą.
- Napiłabym się czegoś. – Mruknęła siadając z brzegu.
- Zamów to samo dla mnie – odparła Joyce, wyłączając komórkę i wsuwając ją do kieszeni dżinsów.- Mam tylko nadzieję, że ta cała „Black Rose” to nie ruina, bo życia nam nie starczy by ją doprowadzić do ładu – wspomniała o kupionym przez nie lokalu, podobno dosyć sławnym swojego czasu.
Jackie złapała biegająca wte i wewte stewardesę za koniec sukienki. – Chciałam zamówić coś do picia. – Członkini personelu spojrzała na nią z dezaprobatą, po czym oddaliła się, zapewniając, że za chwilę będzie krążył barek.
-Liczę na co najmniej trzy sale i resztki wnętrza, typu jakieś krzesła. Nie wymagajmy zbyt wiele.
- Uwierz mi moja droga Jacqueline, wspomnisz na me słowa, to jest zły pomysł. – Joyce nie wydawała się przekonana do prowadzenia lokalu w Nowym Jorku. – Miałam się rozgościć w Europie a nie wracać do Stanów. Szlag by to – mruknęła, odgarniając włosy z twarzy. Zagryzła dolną wargę na wspomnienie kasy, którą straciły kupując tak naprawdę kota w worku.
-Europa jest tragiczna. A Paryż ze swoimi turystami doprowadza mnie do szału. – Odparła Jackie, rozglądając się za obiecanym barkiem.
- Paryż jak Paryż, ale Europa to nie tylko Francja. – Joyce postanowiła nadal pomarudzić. Skoro już zainwestowała kasę w niepewny interes, chciała sobie ulżyć. – Zresztą nieważne. Może załapię się na dokończenie studiów, przydałoby się.
-Ja liczę na dobry interes, no i może otworzę swoją galerię, jeśli obrazy zaczną się sprzedawac. – Jackie podrapała się po łokciu i wyłożyła wygodnie w fotelu. Do odlotu samolotu zostało już tylko kilkanaście minut. – Rozmawiałaś z poprzednim właścicielem na temat personelu? Zwolnił ich już, czy czeka na naszą decyzję?
Joyce uniosła brew, odwracając wzrok od okna: – Emmm, czeka na nas, pozostawił nam decyzję.-Cwaniak – warknęła. – Jak przychodzi do zwalniania ludzi to nasza decyzja.
-Może nie będzie tak źle i obsługa baru całkiem daje radę. – Odparła spokojnie Jackie, zastanawiając się, czy rzeczywiście ma rację.
- Yeaaaah, Jack, na jakim świecie ty żyjesz? – Joy rozkokosiła się wygodniej w fotelu.
- No dobra -przyznała w końcu – To ja trochę przesadzam, ale życie mnie paru rzeczy nauczylo, w tym najważniejszej, że jak coś ma się zepsuć to się zepsuje. Mnie NY nigdy nie był pisany. Przynajmniej tak mi się wydaje.
-Bredzisz. To mnie Europa zawsze nudziła z tym swoim chłodnym nastawieniem do ludzi. W Ameryce jest zupełnie inaczej. – W końcu barek przyturlał się do foteli dziewczyn, a siedząca z drzegu Jacqueline spojrzała na towarzyszkę. – Masz ochotę na coś mocniejszego?
- Tak, cios cegłą w głowę, może jak stracę przytomność to zostawią mnie na lotnisku – zażartowała Jareau, po czym powiedziała – Wodę z lodem. I cytryną.
-A dla mnie whiskey. – Odchrząknęła. – Najmilsze z możliwych pożegnanie z ukochanym, rodzinnym miastem, po jednym głębszym. Na trzeźwo nie lubię latac. – Ostatnie zdanie burknęła pod nosem, poprawiając sobie grzywkę, która jak zwykle wpadała jej do oczu.
- Ja bym się porzygała. – Joyce chwyciła szklankę z wodą, upiła łyk, zapięła pasy. W uszy włożyła słuchawki od iPoda, po czym mruknęła do towarzyszki:
- Do zobaczenia w Ameryce – po czym przymknęła powieki, zamierzając po prostu wszystko przespać.
Jacqueline wzruszyła ramionami i wzięła swoją szklaneczkę z whiskey.
- Miłego. – Odparła upijając łyk, po czym sięgnęła po szkicownik i odpłynęła w krainę fantazji i szokujących obrazów…
Joyce Emily „JJ” Jareau
24 lata
absolwentka CalTech-u
współwłaścicielka pubu rockowego „Black Rose”
&
Jacqueline Anette „Jackie” Rosseau
23 lata
ekscentryczna malarka
współwłaścicielka pubu rockowego „Black Rose”
—–
Tak, tak, to my, 2/3 Nie-Świętej Trójcy NYC
Jackie prosi o zaproszenie na maila: zlo@onet.pl
Witamy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz