niedziela, 25 września 2011

[1827] Mieli świat u swych stóp, głowy pośród chmur*

          Dziewczynasiedziała na parapecie popijając gorącą kawę i napawając się magią nocnegoNowego Jorku. Prawie osiemnaście lat życia w tym mieście wcale nie zmieniło jejstosunku do niego – w dalszym ciągu uważała je za najwspanialsze na świecie imagiczne. Z nim też właśnie wiązała swoją przyszłość. Chwyciła blok i ołówki zbiurka stojącego pod oknem i zaczęła rysować. Po kilku chwilach potrząsnęłagłową, wyrwała kartkę i rzuciła ją na dół z wysokości trzeciego piętra. „Tookropne”, pomyślała i zmierzwiła dłonią grzywkę.

- Pssst! – usłyszała nagle i spojrzała na dół. Uśmiechnęłasię, bo zobaczyła tam czarnowłosego chłopaka mniej więcej w swoim wieku.

- Michael? Co tutaj robisz? – spytała zaskoczona iprzełożyła nogi na zewnątrz.

- Uważaj, bo wypadniesz – zaśmiał się chłopak. – Idzieszgdzieś?

- Poczekaj kilka chwil, zaraz tam będę – powiedziała iwskoczyła do pokoju. Chwyciła sweter  iwybiegła z pomieszczenia. W mieszkaniu nie było żywej duszy, co nawet było jejna rękę.

- Siemasz – rzekła jednym tchem i przytuliła chłopaka.

-Cześć – powiedział chłopak wtulając twarz w jej włosy. –Twoje włosy tak cudownie pachną…

- To gdzie idziemy? – spytała chwytając go za rękę.

- Tam, gdzie zwykle – szepnął jej na ucho i pociągnął zasobą.

                 Musiała przyznać, że tam, gdzie zwykle byłojej ulubionym miejscem na nocne rozmowy, więc dała się pociągnąć. Biegli przezuliczki, nie zwracając uwagi na mijanych typów spod ciemnej gwiazdy i trąbiąceauta, gdy niespodziewanie przebiegali przez ulicę. To kochała. Tę wolność. Tę inność.To nie liczenie się z niczym. To nie spoglądanie za siebie. Uchwyciła mocniejdłoń chłopaka napawając się tym wszystkim.

                Zbliżylisię do wysokiego budynku w okolicy. Noc na dobre się już zaczęła, z barówwychodzili pijani mężczyźni, a na chodnikach zaczęło roić się od skąpo ubranychkobiet obok których zatrzymywały się co chwila auta. Michael wyciągnął drucik izaczął grzebać w zamku wejściowym drzwi. Po chwili ustąpiły.

- Nie ma to jak dobre wytrychy – powiedział i chwycił wramiona dziewczynę. Zaczął całować ją namiętnie przyciskając do ściany.

- Chodźmy wyżej – jęknęła i odepchnęła chłopaka od siebie.Wyskoczyła szybko na schody chichocząc i próbując uciec chłopakowi. Kiedy jużznaleźli się na dachu, przysiadła przy krawędzi wzdychając głośno.

- Michael? – spytała odwracając się w stronę zbliżającegosię chłopaka. – Kochasz mnie?

- Oczywiście – powiedział siadając obok niej i spojrzałswoimi zielonymi oczami w jej niebieskie. – Dlaczego pytasz?

- Bo czasami mam wrażenie, że robisz to tylko, żeby się zemną pieprzyć – westchnęła i położyła się na nagrzanym podłożu. Chłopak zrobiłto samo kładąc głowę na jej brzuchu.

- Kocham cię, Becky. – szepnął chwytając jej dłoń.

                Leżelina dachu, mając resztę świata u swych stóp. To moje miasto, takie samo jak ja,pomyślała Rebecca wstając i spoglądając przed siebie. Nowy Jork i moje życie, zpozoru pełne, a tak naprawdę puste.

                Uwielbiasznowojorskie noce, Rebecco. 




Rebecca Forester 
28 września 1993
uczennica szkoły średniej
utalentowana w rysowaniu
romantyczka i idealista, lekko oderwana od tego świata

 Witam. Zapraszam to wszelkich wątków z Becky – nie gryzie. Post pisany pod wpływem chwili, więc jeśli ktoś zauważyłby jakieś błędy bardzo byłoby mi miło, gdyby napisał. Do albumu chciałabym pierwsze zdjęcie. To tyle,pozdrawiam ;)

*cytat pochodzi z piosenki Papa Dance – Nietykalni 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz