środa, 19 października 2011

1835. Dziewczyna jak kogel mogel.

  Najlepszy budzik to widok życia, które przelatuje ci między palcami. Kiedy obserwujesz ludzi, którzy spełniają swoje marzenia, swoje ambicje i myślisz, że to są te same punkty, które zapisałaś na liście najważniejszych rzeczy do zrobienia.
   Dlaczego jednak obcy osiągają to, co i ty byś mogła? Przez brak wiary w siebie? Brak funduszy może? Lenistwo?
   Niby zastanawiasz się o tym po cichu, ale nie raz, nie dwa, mówisz też głośno, że masz plany, masz ambicje i dążysz do nich. Szkoda, że nie widać efektów.

   Krótka laska o misternie rzeźbionej rączce, odpowiednio dopasowanej do dłoni, by nie zostawiać na delikatnej skórze odcisków, była teraz najlepszą przyjaciółką Sol
   Jednego feralnego wieczoru, powrót do domu o czwartej nad ranem okazał się bardzo pechowy. Dziewczyna okazała się zbyt pyskata w guście podchmielonych przyjaciół; znaczy nie jej przyjaciół, tamci byli nimi chyba tylko dla siebie. Po tym zdarzeniu nie tylko musiała odmówić sobie wysokich obcasów, które dodawały jej przede wszystkim pewności siebie, ale i poczucia własnej wartości, ale także przemóc się do pokazania na mieście z podpórką.
   Ruda jednak jako kobieta dumna i nieokiełznana, szybko nauczyła się odpowiednio obchodzić z tą małą pomocą i nawet była gotowa przyznać, że trzecia nóżka wcale jej uroku nie odejmowała.
   Jej „praca” nie raz trwająca do późnych godzin nieco zahartowała Sol, jeśli można tak to ująć. Zaledwie kilka godzin snu wystarczyło, by wypocząć i zebrać siły na kolejny trudny dzień, którego godziny były nieco przesunięte w porównaniu z zegarkami innych.
   Tak więc gdy wybiła jedenasta, gotowa do wyjścia chwyciła za laskę i przelotnie zerknęła do tyłu, by ogarnąć wzrokiem mieszkanie. Lokum, choć przestronne, w chwili obecnej wydawało się po prostu za małe dla jednej kobiety, która jak na studentkę, której większość czasu nie ma w mieszkaniu, urządziła się nieadekwatnie do swojego stylu życia. Wszędzie pełno torebek z herbatą, kolorowe szale, eleganckie sukienki i drogie buty, a ponadto wszędzie pełno było wysokich stosów skoroszytów, teczek i pojedynczych kartek, kilka par balerinek do tańca i tiulowe spódnice na egzaminy.
   Nacisnęła klamkę, zostawiając ten chaos za drzwiami i ruszyła schodami z najwyższego piętra, po raz kolejny, od kiedy zaczęła chodzić o lasce, wypominając sobie, że nie wynajęła czegoś w nowoczesnym budynku z windą, a nie starej kamienicy.

   Przeczesała długie włosy, specjalnie na spotkanie wyprostowane pożyczoną prostownicą i z zadowoleniem stwierdziła, że żadna z końcówek nie uciekła na swoje miejsce, podwijając się.
   Krótka, schludna sukienka, została zastąpiona prostymi spodniami, schowanymi w wysokie cholewki kozaków, być może ze względu na mróz, a być może dla wygody, w końcu też dla zlikwidowania możliwości ośmieszenia się na dzień dobry. Seksowne nogi w połączeniu z laską, na której się podpierała, to zdecydowanie nie było dobre połączenie.
   Uśmiechnęła się, w sumie speszona tym spotkaniem, zajmując miejsce naprzeciwko mężczyzny. Nie wiedziała, czego się ma spodziewać, co gorsza… domyślała się niewygodnych pytań, za to nie zadawanych po raz pierwszy. I znowu wszystko będzie musiała tłumaczyć…
   Bawiła się słomką, grzebiąc jej końcem po dnie pustej już szklanki. Gdyby zamówiła drugi sok, dałaby znać dziennikarzowi, że chce kontynuować rozmowę, a na to nie miała już ochoty. Wszystko wytłumaczyła, wszystko wyjaśniła, a ten dalej swoje.
 - Oglądał pan film „Pretty Man”? – spytała zmęczona – Ale „Man” nie ten drugi, tylko ten o facecie. No to działam na tej samej zasadzie, z tym ze bez usług seksualnych – jeśli była zniecierpliwiona, zmęczona i podirytowana brakiem zrozumienia, nawet brakiem chęci do pojęcia, co ona mówi, nie pokazywała tego. Jakoś nie chciała robić scen.
 - Czyli… płacą, a pani… co? – spytał już czwarty raz mężczyzna, ciągle coś skrupulatnie notując. Co śmieszniejsze za każdym razem gdy Sol się pochylała, chcąc dostrzec jego zapiski, zasłaniał się jak dzieciak, co nie daje ściągać w szkole koledze z ławki.
 - Wielu ludzi potrzebuje towarzystwa i jest gotowe je wykupić, ze względu na własne samopoczucie, potrzebę opieki, czy po prostu by się pokazać. Śluby, chrzciny, zjazdy, pogrzeby… Chociaż tych ostatnim staram się unikać. No to ja jestem tą, co się pokazuje i tyle. Żadnych ekscesów – zapewniła, wciąż nie odrywając oczu od pędzącego po papierze długopisu.
 - To nudne, nie spodoba się czytelnikom – oznajmił dziennikarz i łypnął na nią groźnie.
 - Nie chciałam, by publikowano ten artykuł, zapłaciłam tylko za ogłoszenie – bąknęła zmieszana. – A żadnych bajek sobie nie życzę, niech pan nawet nie próbuje. Mogę pozwać gazetę, czy tam… pańskiego wydawcę – co prawda zupełnie się nie znała na tych przepisach, kruczkach prawnych, ale strzelała w ciemno, by tak na zaś, się zabezpieczyć.


      Sol Duval o pochodzeniu francusko-amerykańskim, czy tam amerykańsko-francuskim, liczy sobie aż dwadzieścia jeden wiosen. Studiuje balet, ale by opłacić wszystkie przyjemności, pracuje także w herbaciarni i stanowi jednoosobową firmę, będąc kobietą do towarzystwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz