czwartek, 20 października 2011

1836. O wszystkim i o niczym

Monotonia. Tak, czasem uczepi się ona osoby, którąkażdy uważałby za jej ostatni cel. Inez także nie przypuszczała,że ta mała wredota kiedykolwiek ją dopadnie, ale cóż. Kiedyśmusiał nastąpić ten pierwszy raz i jakiś czas temu Grant doszłado wniosku, że trwa on zdecydowanie za długo. Ciągnął się ontygodniami, jak nie miesiącami, co robiło się nieco uciążliwe. Agdyby się temu bliżej przyjrzeć, to nawet bardzo uciążliwe.

Praca, dom, dom, praca,wypad ze znajomymi, praca, praca, dom. Ach, jeszcze weekendowe wypadyna uczelnię. Patrząc na to z perspektywy Inez Grant… Nie,sytuacja ta zdecydowanie nie wygląda ciekawie.

Co prawda od jakiś parutygodni w jej domu grasowały cztery koty, w tym trzy dwumiesięcznepocieszne maluchy i momentami brunetka zaśmiewała się do łez,obserwując ich harce, ale ile można? Zabawa zabawą, kociaki rosłyi dwa z nich teoretycznie miały już nowych właścicieli.Teoretycznie, bowiem państwo Moore jeszcze nie byli zdecydowani, alepani ratownik swoje wiedziała i usilnie pracowała nad tym, byszybko podjęli właściwą decyzję. Planowała nawet samasprowadzić do ich domu nowego lokatora, ryzykując przy tym utratęgłowy, ale zakładała, że warto będzie poświęcić się dlasprawy. Tak czy siak, cii, wspomniana para nie musi nic wiedzieć otym chytrym zamiarze, prawda?

Wracając do meritumsprawy. Nezia popijająca herbatę z wielkiego zielonego kubka wczerwone groszki półleżała na łóżku z laptopem na kolanach,otoczona swoimi kolorowymi futrzakami i rozmyślała o monotonii, zktórą postanowiła walczyć wszystkimi możliwymi środkami.Wpatrzona w pulpit, obracała kubek w dłoniach i przygryzła lekkodolną wargę, zastanawiając się, co tak właściwie zrobić, bynieco urozmaicić sobie życie. W końcu nie była to taka prostasprawa i wypadało należycie podejść do tematu. Na dobry początekupiła kilka łyków letniej i zdecydowanie za słodkiej dla każdegonormalnego obywatela herbaty, ale napój o dziwo nie rozjaśnił jejumysłu. Mimo to po chwili konsternacji pannę Grant olśniło ipoderwawszy się z łóżka, kobieta wygrzebała z zakamarków komodykartkę oraz długopis. Zaopatrzona w niezbędne narzędzia, ponownieopadła na pościel, ku niezadowoleniu kotów, które musiały znowuznaleźć dla siebie dogodną pozycję i oznajmiły swój protestkilkoma wysokimi miauknięciami.

- Moi drodzy… -zaczęła. Nie od dziś wiadomo, że lubiła rozmawiać sama ze sobą,a teraz przynajmniej miała pretekst i dzieliła się swoimiprzemyśleniami ze stadkiem czworonogów. – Musimy wprowadzićkilka drastycznych zmian w naszym sielankowym życiu. I nie, niebójcie się futrzaki, nie uczynimy go mniej sielankowy, a wręczprzeciwnie! – oznajmiła podniośle i wycelowała długopisem wpowietrze w jakimś bliżej nieokreślonym, natchnionym geście.

- Pomyśl Inez, cozawsze chciałaś zrobić i czego dawno nie robiłaś? – mruknęła,przygryzając końcówkę swojego sprzętu do pisania. – Koncert.Wybrać się na koncert i porządnie wyszaleć – stwierdziła ioczywiście od razu zanotowała. – Wiem! To będzie cudowne!Zapiszę się na kurs gotowania i wreszcie będę sobie pichcićdobre obiadki! I wam też! – zawołała radośnie, nie mogąc wyjśćz podziwu dla swej osoby. Że też wpadanie na tak wspaniałe pomysłyprzychodziło jej z taką niewiarygodną wręcz łatwością. Trzebadodać, że koty także ucieszyła wzmianka o gotowaniu.

- Co by tu jeszcze…Może częściej chodzić pośmigać na lodowisko? Znaleźć sobiekogoś, kto pograłby ze mną w kosza? To może od razu poszukamsobie męża? – rzuciła i parsknęła śmiechem, przypominającsobie, jak to kiedyś Soel urządziła casting na neziowego chłopaka.

Patrząc na to wszystkoz boku, można było stwierdzić, że z tą dziewczyną zdecydowaniejest coś nie tak. Snuła wymyślne opowieści, żywo przy tymgestykulując, mimo że jej słuchaczami były jedynie koty.Wymachiwała długopisem, śmiała się do siebie i wierciła się nałóżku, jakby była małym dzieckiem. Nie, w jej tworzonym właśnieplanie na pewno nigdy nie pojawi się punkt pod tytułem„wydorośleć”.

Dopiero kiedy kartkacała zapełniła się nie tylko podpunktami, ale i rysunkami, Inezwygodnie wyciągnęła się na łóżku i zadowolona z siebie,ułożyła ręce pod głową.

Monotonia. Wszystko wskazywało na to, że wniedługim czasie zostanie zwalczona. Skoro Grant podjęła takie, anie inne kroki… To pani na „M” będąca niemalże głównąbohaterką tegoż postu szybko powinna stracić na znaczeniu. Dodamtylko, że powyższe zdania nie zostaną podsumowane malownicząpuentą, gdyż zarówno Nezia jak i ja zabieramy się do walki.Koniec.

___________________

Nie patrzcie na to, co wyżej. Nie patrzcie! Aledoszłam do wniosku, że muszę coś napisać. I napisałam. Coś oprzerażającej mnie jakości, co przynajmniej dało mi pomysł nakolejny post, więc… Wybaczcie mi to, co widnieje powyżej. Bo totaki zapychacz. Taki mały wstępik? Takie coś, co pomaga miodzyskać wenę, o.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz