Jest północ. Światła budynków oświetlają ulice. Latarnie rzucają cień na kobiety, w skąpych strojach, wypatrujące kolejnych ,,ofiar”. Zawsze intrygowało mnie zjawisko prostytutek. Dlaczego to robią? Co ich do tego prowadzi? Jeśli brak pieniędzy jest przyczyną, można to przeboleć, ale jak dla mnie sprzedawanie się za marne grosze jest obleśne i żałosne.
Muzyka w moich słuchawkach, próbuje zagłuszyć otaczający mnie hałas. Powtarzający się rytm, po jakimś czasie zaczął być wybijany moją ręką.
Brak snu skutecznie odsunął mnie od mojej ukochanej poduszki i łóżka. Nie było sensu zostawać w pustym mieszkaniu. Wybawienie przyszło dwie przecznice od mojego domu, gdzie ławka pośród drzew dawała doskonały widok na okolicę.
Czasami i mnie poruszał widok Nowego Jorku nocą.
Mój wzrok błądził gdzieś po drugiej stronie ulicy, wędrując to w prawo, to w lewo, szukając czegoś na czym mógłby zatrzymać się na dłużej, Z jednego budynku właśnie wyłoniła się dziewczyna. Była ładna, nie można zaprzeczyć. Jej twarz wydała mi się dziwnie znajoma. Jakby kiedyś, w przeszłości nasze spotkanie było na tyle ciekawe, że utkwiło mi w pamięci. Zerknęła w moją stronę jakby czuła mój wzrok. Udawanie, że interesuje mnie reklama za jej plecami nie miało sensu, i tak wszelkie próby skupienia się na czymś innym były wykonywane z marnym skutkiem. Te rysy, oczy, chociaż podziwiane z daleka i tak wydawały się znajome. Nagle dziewczyna odwróciła się, przeszła przez ulicę kierując się w moja stronę. Stanęła przede mną.
-Co Ty tu robisz ? To raczej nie najlepsza pora na spacer.
Jej głos był ciepły, cichy, opanowany. Pełne podziwu było że stoi tak, w bluzie, ciemnych rurkach i wysokich adidas, z kimś zupełnie obcym a jednak się nie boi. A może jest dobrą aktorką?
Czekała na odpowiedz, głęboki wdech i ją otrzymała.
-Nie mogę spać.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie .
-Widocznie cierpimy na to samo.
Intrygująca nutka, kolejna podpowiedz co do tego kim jest owa nieznajoma. Zagadka jednak dalej nie zostaje rozwiązana.
-Co Cię gnębi?
-Dlaczego zakładasz że coś mnie gnębi?
Moje spojrzenie wyrażało zaskoczenie jej pytaniem.Skąd wiedziała? Jakby czytając w myślach odpowiedziała:
-Nie bez powodu siedzisz w takim miejscu. Gdy ja mam coś do przemyślenia też udaję się w miejsca jak to -gestem dłoni wskazała otaczające nas mieszkanie, ludzi, samochody.- aby sobie wszystko poukładać. -Mój śmiech odbił się echem po ulicy.
-No tak. To nie jest normalne miejsce na nocne schadzki, ale jakimś cudem mnie uspokaja.
Słuchawki zostały odłączone od iPhona rozmowa była ciekawsza, od muzyki do której zawsze można wrócić później.
Spojrzała na mnie spod długich rzęs. Jej oczy błyszczały, może to pomyłka ale chyba widać w nich było…współczucie.
-Wiesz, czasami dobrze jest wygadać się komuś obcemu.
-Zawsze łatwiej mi było słuchać niż mówić.
Dziewczyna znowu się uśmiechnęła.
-Widać dużo nas łączy. Lecz czasami nawet najsilniejsi muszą się pozbyć ciężaru. Uwierz mi kiedy trzyma się to w ukryciu przed całym światem jest o wiele gorzej to zmieść. Trzeba co jakiś czas pozbyć się nadmiaru…wrażeń i zacząć od nowa.
-Nie wiem czy chciałabyś tego słuchać.
Moja historii nie była ani fascynująca ani śmieszna. Raczej nudna.
-Sprawdź.
Znowu uśmiech. Jej lśniące bielą zęby ukazały się w całej okazałości.
Rozważanie propozycji brunetki przeciągnęło się trochę w czasie. W końcu słowa same zaczęły opuszczać moje usta. Pokusa wygadania się była silniejsza.
-Kiedyś było inaczej. Moje życie w sumie można było uznać za bajkę. Mnóstwo kasy, tego co tylko dusza zapragnie, reputacja, koledzy. A potem to wszystko się skończyło. Mój ojciec się stoczył. Pff. Kasa nadal była bo większość udziałów miała matka, ale i tak to wszystko nie miało już dla mnie sensu. Moja rodzina się sypała a ja nie mogłem sobie z tym poradzić.W końcu trafiłem tutaj. Gdzie nie mogę znaleźć sobie miejsca.
-Też ostatnio sprowadziłam się do NY i jakoś nie mogę się odnaleźć. Chociaż jestem tu już trzeci tydzień. Jakoś trudno się przestawić na ten szybki styl bycia. Ludzie mijają się w biegu. Ja tak nie potrafię.
Słuchałem w skupieniu każdego słowa wypowiadanego przez nią. Doskonale wiedziałem jak trudno jest się przystosować do życia w Nowym Jorku. Mieszkam tu od dwóch lat i nadal nie mogę ogarnąć gdzie co jest i jak tu się toczy życie. Naprawdę ludzie tutaj ciągle biegną. Nie mają na nic czasu. Biznes jest postawiony o wiele wyżej niż rodzina.
-Skąd jesteś?
Miałem nadzieję że to pytanie ułatwi mi rozwikłanie zagadki skąd mogę ją znać.
-Z Detroit.
-No coś ty?! Ja też.
Nie wierzyłem w swoje szczęście. Taka dziewczyna a pochodzi z tego samego miejsca. I nagle zaczęło coś mi świtać. Jej oczy, uśmiech, twarz. Jej sposób wypowiadania się. Ten specyficzny chód. Znałem tą dziewczynę. Zmieniła się to fakt, ale po tych dwóch latach i tak ją rozpoznałem. Z zamyślenia wyrwało mnie jej pytanie.
-Jak właściwie się nazywasz?
- Drake.-W moim jak dotąd opanowanym głosie, słychać było zaskoczenie.
-Ładne imię. Ja jestem…
-Crystal. Wiem… Znamy się.
Oczami Crystal.
-Crystal. Wiem… Znamy się.
Niby skąd miałby mnie znać? Z Detroit? Nie to nie możliwe. Miasto jest duże. Nieprawdopodobne wydawało się że mogli pochodzić z tego samego miejsca. Jednak nie do końca w to wątpiła. Kojarzyła jego twarz. Nie wiedziała skąd, ale go znała. Była tego pewna.
-Skąd się …znamy?
Jedynym wyjściem na wyjaśnienie tej sytuacji było spytanie chłopaka.
-Nie pamiętasz? Chodziliśmy do tej samej szkoły. – Zaczął- Byłem jednym z tych idiotów którzy traktowali dziewczyny jak panienki na jedną noc. Żałosne, ale jakie prawdziwe. Ty byłaś jedną ze ,,zdobyczy” mojego ówczesnego kumpla, Damena.
Damen. Najpodlejszy z ludzi jakich do tej pory poznałam. Szkoda tylko, że zorientowałam się o tym trochę za późno.
To nie był mój pierwszy raz, ale wcale nie oznacza, że mnie to obeszło. Pijana, totalnie oczarowana Damenem, moim chłopakiem, napalona… na efekty nie trzeba było długo czekać. Zrobiliśmy to w samochodzie, na poboczu. Następnego dnia miałam strasznego kaca, troche podarte ubrania(co mogło oznaczać, że Damen ostrzejszą zabawę) i nie miałam chłopaka. O tym że chciał zabawić się mną jak każdą inną laską dowiedziałam się dwa dni po fakcie. Moje marzenia o cudownym związku przysłoniła bardzo ciemna chmura.
Jeszcze wiele razy zostałam skazana na patrzenie na jego twarz, to na imprezach to znowu w szkole. Zawsze z inną dziewczyną. Doskonale wiedziałam co stanie się z nią potem. Najpierw omamiona idealnym związkiem, potem uprawiająca wcale nie romantyczny sex a na końcu porzucona. Właśnie to wydarzenie do końca utwierdziło mnie w przekonaniu że ten ich świat nie jest dla mnie. Bo ja liczę się z jakimiś wartościami, im zależy tylko na zabawach i pijackich potańcówkach.
- Odkąd Damen powiedział, że… się z tobą przespał- niemal wypluł te słowa- wiedziałem że to koniec z naszą niby przyjaźnią. Nie chciałem już w tym uczestniczyć. Pamiętasz jak się poznaliśmy? Ten dzień kiedy zaczęłaś z nim chodzić? To był pierwszy dzień kiedy zaczęły ogarniać mnie wątpliwości czy to oby odpowiednie dla mnie miejsce… Ty wydawałaś się totalnie nie z tego świata. Nie pasowałaś do tych wyuzdanych panienek gotowych zrobić wszystko aby tylko stać się popularną. Od razu to wyczułem. Wtedy też przechodziłem moment kulminacyjny w domowych problemach…Gdyby ktokolwiek z bandy Damena się dowiedział byłbym skończony lecz jak tylko pojawiłaś się Ty wiedziałem, że skończony będę zadając się z niewłaściwymi osobami. Kilka dni po tym jak Damen Cię wykorzystał wygarnąłem mu wszystko co od dawna mi ciążyło i odszedłem. Potem przybyłem tutaj. Do college`u.
-Jakiego ?
-New Jork College.
-Widać pisane jest nam razem ukończyć szkołę.
Zaśmiałam się.
-Na to wychodzi.
Odwzajemniłem uśmiech, który znowu rozjaśnił jej twarz. Pięknie wyglądała taka rozpromieniona. Przy Damenie nigdy taka nie była… Jej uroda jednak zawsze przyćmiewała wszystkie dziewczyny, które miałem okazję spotkać. Nic dziwnego, że Damen ją wybrał. Gustował w dziewczynach, które były, jak zwykł mawiać, ponadprzeciętnie ładne.
-Co Ciebie tu sprowadza? Myślałem że kiedy oddaliłaś się od szkolnej elity dalej będziesz toczyła spokojne życie nie zważając na to dzieje się w starej paczce. Czyżbyś nie mogła już znieść tych idiotów?
-Taki był plan. Ale moje życie się skomplikowało. Matka się rozwiodła i chciała zacząć wszystko od nowa.Więc przyjechałyśmy tutaj.
-Ale jeśli się nie mylę skończyłaś już 18 lat. Możesz robić co chcesz.
-Mogę ale wiem też że matka może zapewnić mi dostateczne życie. na razie muszę się tutaj odnaleźć. Potem zacznę kombinować co zrobić żeby w pełni się usamodzielnić.
-Doskonale cię rozumiem. Sam też na razie szukam. Mam już pracę na oku. A co u ..Pani adwokat Rose McCall? Nadal jest taka zdystansowana i surowa jak podczas rozprawy rozwodowej moich starych?
-To ona prowadziła tą rozprawę?- W sumie to nie było dziwne. Rodzina Drake`a była jedną z najbogadszych w okolicy. Moja matka zaś najlepszym adwokatem. Tylko, że ona raczej nie zajmowała się sprawami rozwodowymi. – Można powiedzieć, że jest jeszcze gorsza niż kiedyś.
-Więc Twoje życie to nie sielanka. Ja przynajmniej mam taki komfort, że moja matka jest całkiem spoko osobą.
-Nie jest łatwo to prawda, ale jakoś sobie radzę.
Naprawdę radziłam. W ciągu ostatniego tygodnia w szkole, zakumplowałam się z dwoma dziewczynami, co jak na mnie jest niewiarygodnym osiągnięciem. Jeszcze biorąc pod uwagę moją niechęć do ludzkich wad. Ale może po prostu trzeba było znaleźć odpowiednich ludzi, którzy cię rozumieją i potrafię słuchać. W swoim dotychczasowym życiu nie miała z takimi osobami dużo do czynienia.
Zdobyłam też pracę. Moje ostatnie wypracowanie na literaturę angielską tak bardzo spodobała się mojemu profesorowi, że zgłosił mnie do jednaj z miejscowych redakcji. Rozmowa kwalifikacyjna przebiegła w miłej atmosferze, mój szef okazał się przemiłym człowiekiem, który potrafi docenić taki ,,talent” jak mój. Nie chce wyjść na osobę która się przechwala, ale trochę znam się na rzeczy. Moje prace oceniało już wielu ludzi i zawsze wypadałam świetnie więc chyba mam prawo mówić że umiem pisać.
I będę to robić. Redaktor ,,The City Magazine” dał mi do dyspozycji całą rubrykę przeznaczoną dla młodzieży. Mogę się wykazać. Tematy mają być kompatybilne z tematem okładki, ale łatwo mogę znaleźć coś, czym mogłabym zapełnić dwie strony. Forma dowolna więc tu także mogę zaszaleć. Magazyn wydawany jest co miesiąc dlatego spokojnie mogę pracować nad artykułami nie przejmując się szkołą. Jeśli o prace domowe chodzi to wywiązuje się ze swoich obowiązku bez mrugnięcia okiem. W końcu nie raz harowałam jak głupia aby tylko mnie doceniono.
No ale bywają chwile kiedy muszę pomyśleć. Dlatego jestem tutaj. Potrzebowałam natchnienia.
Zawsze marzyło mi się napisanie książki co też czynie. Dawno temu postawiłam sobie za zadanie że będę spełniać swoje marzenia nie ważne jak ciężką pracę będę musiała wykonać żeby do tego dotrzeć.
Brakowało mi pomysłu na dialog. Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co pisać. Zawsze w czasie zastoju wychodziłam wieczorami na świeże powietrze… Dobra świeże powietrze nie pasuję do Nowego Jorku, ale to szczegół. Zanurzyć się w szumie miasta i odnaleźć gdzieś w sobie jakiś zwariowany pomysł, który będzie pasował do mojej opowieści.
-Opowiedz jak spędzałeś czas w tym wielkim mieście.
Chciałam go nakłonić do jeszcze większych zwierzeń. Naprawdę uważałam, że rozmowa pomaga. Troszkę go znałam a teraz do końca utwierdził mnie w przekonaniu że jest miłym chłopakiem.
Typowy przykład na to jak koledzy potrafią cie zmienić.
Zaczął mówić. Najpierw z nutką niepewności. Potem z każdym kolejnym słowem nabierał śmiałości.
-Głównie to spędzałem czas w parku dla skaterów. Nie wiedziałem że jestem w tym dobry dopóki nie wskoczyłem na deskę. – mimowolny uśmiech ozdobił jego twarz.- Tak się zaczęło. Cóż, miałem kilka wypadków i szczerze to myślałem że matka już więcej nie pozwoli mi korzystać z takich uroków życia, ale źle ją oceniłem. Chyba wolała żebym spędzał czas na powietrzu zdała od psychopatycznych ludzi, którzy robili takie świństwa jak Damen… A więc kilka ostrych dyżurów zaliczyłem ale jakoś nie narzekam. Poza tym to grałem. Wiesz takie tam buum da dam na perkusji. Nic specjalnego. Dopiero zaczynam. To wszystko pozwalało mi uciec od kłopotów. Chyba metoda się sprawdza skoro nie trafiłem do kolejnej zgrai kretynów, których w Nowym Jorku jest pełno. No i się uczyłem. Zamierzam skończyć studia z dobrymi wynikami a na to trzeba trochę poświęcić czasu.
-Co studiujesz?
-Europelistyke. Chciałbym kiedyś wyjechać do Europy, może nawet zamieszkać.
-Mogę liczyć na to, że kiedyś pokażesz mi jak śmigasz na desce?
-Kiedy tylko zechcesz.
Tak ślicznie wyglądał kiedy się uśmiechał.
Zerknęłam na zegarek i zdałam sobie sprawę że jest późno. Świetnie. Nie zdążę wrócić do domu przed matką. Tym bardziej jeśli jej podróż w interesach skończyła się wcześniej.
-Drake,naprawdę miło się rozmawia, ale muszę wracać do domu. Moja matka powinna zaraz wrócić, więc muszę się śpieszyć żeby być przed nią.
Raczej moje nocne wypady nie przypadły by jej do gustu. Pozwalała mi na wiele, ale na pewno nie na szwędanie się samotnie po okolicy. Do tego w nocy.
-Podwiozę Cię. Tam za rogiem jest mój samochód. -zaoferował.
Zgodziłam się. Może i z obcymi nie wsiada się do samochodu ale jego przecież znałam. I ufałam mu. Lepiej żeby nie zawiódł mojego zaufania. Luksusowe ferrari. Raczej pieniędzy to mu nie brakuje.
Podwiózł mnie pod sam próg, nie pozwalając aby choć przez chwilę zapadła cisza. Odtworzył mi drzwi i odprowadził pod same schodki. Uzgodniliśmy jeszcze nasze kolejne spotkanie, zamierzałam się odwrócić i iść do domu,zanim to uczyniłam cmoknął mnie w policzek i uciekł do samochodu. Pomimo ciemności znowu widziałam ten jego powalający uśmiech. Jak automat otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Gdy zdejmowałam buty w całym pomieszczeniu zapaliły się światła.
-Gdzie to się było o tej porze?
A więc jednak wróciła wcześniej.
(Wiem, że rozdział jest długi i pewnie dużo osób zniechęci do czytania, ale pomyślałam, że nie warto go dzielić na dwie części. Miłego czytania)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz