sobota, 5 listopada 2011

1843. Someone like you.

 Z trudem wytaszczyłam walizki z taksówki, ale na szczęście podróż z lotniska była przyjemniejsza niż długi lot. Z pomocą wąsatego taksówkarza wniosłam walizki do hallu akademika. Podziękowałam mu i zapłaciłam,wyjęłam z kieszeni kurtki kartkę z numerem pokoju w którym będę mieszkać.
 - Zapamiętaj to, Rose – szepnęłam do siebie – To teraz twój nowy dom.
Wsunęłam kartkę do kieszeni,ale zamiast iść po klucze stałam w hallu i rozglądałam się bezradnie. Miałam ochotę się rozpłakać.

 Niewysoka kobieta stała przy wielkim oknie w swoim mieszkaniu. Ciemne, kręcone włosy, zazwyczaj związane w elegancki kok lub fantazyjny warkocz, opadały jej na ramiona, łaskocząc bladą skórę. Brązowe oczy, których spojrzenie utkwiła w jakimś punkcie przed sobą, były zaczerwienione jakby przez kilka godzin roniły słone łzy. Rose westchnąwszy ciężko owinęła się szczelniej czerwono – czarnym pledem, który chwilę wcześniej podniosła z podłogi. Tak długo stała w bezruchu, że okrycie zsunęło się z niej i wylądowało na jasnym drewnie. Była zmęczona, choć niedawno wstała z łóżka – to otępienie częściowo było spowodowane jesienną aurą, ale były też inne powody jej złego samopoczucia. Ostatnio niewiele spraw układało się dla dziewczyny pomyślnie. Choć rozwód z Peterem obył się bez komplikacji, długo nie mogła pogodzić się z faktem, że ich związek tak naprawdę nie istnieje już od dawna.Mieli za sobą naprawdę ciężki rok, ale do ostatniej rozprawy sądowej wierzyła,że jednak uda im się dojść do porozumienia i ratować ich małżeństwo, choć nawet terapia z psychologiem na niewiele się zdała. Radziła sobie sama od przyjazdu do Nowego Jorku, ale tym razem sytuacja wydawała się naprawdę zła. Wraz z Rachelle musiała wyprowadzić się z luksusowego apartamentu, w którym mieszkali we trójkę od prawie czterech lat. Postanowili z Peterem, że sprzedadzą je, podzielą się pieniędzmi, a za swoją część Rose kupi sobie niewielki domek na obrzeżach miasta. Zawsze chciała mieszkać na wsi, by móc w letni wieczór wyjść na taras i odetchnąć świeżym powietrzem, ale sądziła, że w takiej chwili będzie towarzyszył jej ukochany. Najwyraźniej nie można mieć wszystkiego. Po trzech latach małżeństwo Rosalie i Petera Moore` ów zostało rozwiązane, a ona zaczynała życie od nowa.  



  W progu szpitalnej sali stała pielęgniarka,trzymając w ramionach małe zawiniątko. Rosalie wyciągnęła ręce, a kobieta podeszła do niej i ostrożnie podała jej dziecko. Dziewczyna ze łzami w oczach wpatrywała się w swoją córeczkę. Widziała maleństwo pierwszy raz, ale wiedziała,że jest ono najsłodszym dzieckiem pod słońcem. Rachelle spała, a swoje malutkie rączki miała zaciśnięte w piąstki, natomiast czarne włoski sterczały we wszystkie możliwe strony. Rose uśmiechnęła się lekko, spoglądając na Victora,który nie odrywał wzroku od córki. Ostrożnie przytuliła Rachelle do piersi, niemal czując, jak bije jej malutkie serduszko.



Wszystko było już spakowane. Walizki i pudła stały w przedpokoju, poustawiane jedno na drugim, a śnieżnobiała kotka ostrzyła pazurki na jednym z nich. Gdy ktoś podrzucił pod drzwi mieszkania Inez kocięta,Rose chętnie zgodziła się na przygarnięcie jednego z nich. Miały już psa,jednak Joker okazał się bardzo tolerancyjnym zwierzęciem i cierpliwie znosił zaczepki małej rozrabiary. Rose przechadzała się po pustych pomieszczeniach, w myślach robiąc bilans swojego życia. Nie przedstawiał się on szczególnie dobrze. Bez podsumowywania wiedziała,że najszczęśliwszą i najlepszą rzeczą, jaka mogła ją spotkać były narodziny Rae. Jej samotne wychowywanie było i będzie trudne, ale wiedziały, że we dwie będą radziły sobie jeszcze lepiej niż do tej pory. Dziewczynce bardzo spodobał się dom, w którym teraz będą mieszkały,choć trudno jej było zrozumieć, że tatusia już z nimi nie będzie. Dziecko znosiło całą sytuacją gorzej niż Rose. Joker chodził po mieszkaniu za swoją panią,obwąchując wszystkie kąty. Dla niego przeprowadzka do małego domku z  ogródkiem będzie wielką przyjemnością. Pies nigdy nie lubił jeżdżenia windą z najwyższego piętra po to, by iść na spacer co zatłoczonego Central Parku,męczyło go to. Po jakimś czasie od rozwodu Rose stwierdziła to samo. Nareszcie była wolna. Miała zamiar realizować marzenia swoje i Rachelle, chciała, aby żyły pełnią życia. Uśmiechnęła się szeroko, a Joker zaszczekał radośnie, merdając ogonem. Dziewczyna wygładziła przód  czarnej, eleganckiej spódnicy, poprawiła kołnierzyk koszuli. Na koniec wyjęła z niewielkiej torebki lusterko i szminkę,by umalować usta na krwistoczerwony kolor. Brązowe oczy odzyskały dawny blask,ich właścicielka przygotowywała się do kolejnych wyzwań w swoim życiu.


 - Jesteś szczęśliwa? – zapytawszy, Mary oparła łokcie na blacie stolika.Nic sobie nie zrobiła z tego,że mężczyzna,który przyglądał się Rose, teraz i ją świdrował wzrokiem. Przy ich stoliku zapadła cisza.



 Rosalie otarła dłonią pot z czoła. Włosy miała zebrane w gruby warkocz, aby nie przeszkadzał jej przy pracy. Właśnie skończyła samodzielnie malować swoją nową sypialnię. Rae spędzała weekend u dziadków, w Seattle, więc jej mama miała czas, aby doprowadzić ich nowy dom do porządku. Pokój dziewczynki był już skończony,pomalowany oczywiście na żółto – ulubiony kolor Rachelle. Wytarła ubrudzone farbą palce o kraciastą koszulę, która służyła jej za strój roboczy, a potem przeciągnęła się, aż strzyknęły jej kości. Odgoniła Storm, która nagle znalazła się niebezpiecznie blisko pojemnika z farbą. Wolała, aby ukochana kotka córki pozostała biała, a nie stała się niebieska. Otworzyła okno, by odetchnąć świeżym powietrzem. Teraz widok z jej sypialni rozciągał się na spokojne osiedle domków jednorodzinnych, a nie na wieżowce Manhattanu. Wszystko było na swoim miejscu.

_________________________

 2 listopada minęły trzy lata,odkąd Rose jest na NYCu. Mam nadzieję, że razem z nią spędzę tutaj kolejne trzy w takim samym świetnym gronie. Korzystając z okazji,chciałabym poprosić o zmianę pod zdjęciem. Nazwiska z Moore na Dawson, a wieku na 24 lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz