piątek, 25 listopada 2011

1847. Papierosy w Nowym Jorku

-Nie pal przy mnie-powiedział kiedy Vivian wyciągała papierosy z torebki.

-Spokojnie. Mogę wyjść na balkon.

-Który już raz dzisiaj?

-Denerwuję się.

-Vivi, czy jest coś o czym chcesz porozmawiać?- Zapytał i zdenerwował ją tym pytaniem.

-Wyjeżdżam.

-Dokąd?

-Dostałam się na college –Powiedziała jak gdyby nigdy nic zaczynając palić papierosa przy Michaelu – do Nowego Jorku.

-Wiesz gdzie jest Nowy Jork?

-Tam gdzie moje nowe życie? –Zapytała denerwującym tonem.

Nie był zadowolony. Dobrze wiedziała, że gdyby mógł zabroniłby jej. Sama nie była pewna, czy chce wyjechać. Zostawić Michaela i Alice w Londynie, najlepszych a zarazem jedynych przyjaciół. Pamięta te czasy, kiedy miała pełno koleżanek na szkolnym korytarzu, przyjaźniła się z co drugą mijaną dziewczyną na ulicy – słowem, była jedną z najbardziej popularnych dziewcząt w okolicy. Chłopcy nie mogli oderwać od niej wzroku, a dziewczęta zazdrościły jej wszystkiego od góry do dołu. Wtedy zaczęła się jej obsesja. Od zawsze Vivian uwielbiała spędzać czas w centrum handlowym chodząc od sklepu do sklepu w poszukiwaniu kolejnej sukienki czy naszyjnika. Jednak wtedy zaczęła popadać w paranoję, stała się ofiarą mody. Chciała wciąż więcej zachwytu, wciąż więcej pożądliwych spojrzeń. Marzyła o tym by wyglądać coraz lepiej. Kiedy kilka miesięcy później stało się jasne, że ma anoreksję, straciła to co miała. Nie rozumiała czemu tak się dzieje. Dlaczego wszyscy odwracają się przeciw niej, kiedy chodzi tylko o jedzenie? Rozmyślała nad tym często. Jej zdaniem chodziło tylko o wagę, tylko o to, by być coraz lżejszą, a co za tym idzie-ładniejszą, więc dlaczego to tyle zmienia? Wtedy poznała Michaela, nawet nie bardzo pamięta jak, ale od razu przypadli sobie do gustu. Zaczęli się przyjaźnić. Niedługo później pojawiła się Alice, tak stali się nierozłączną trójką przyjaciół. Nikt nigdy nie wspierał jej lepiej, nie pomagał, nikomu tak na niej nie zależało. Teraz dziewczyna podjęła decyzję o wyjeździe do Nowego Jorku i nie wiedziała, czy robi dobrze kierując się w stronę swoich marzeń, czy może powinna zostać z nimi.

-Naprawdę chcesz wyjechać?- Zapytał Michael biorąc Vivian za rękę.

-Tak. –Powiedziała i rozpłakała się.

***

Jechała taksówką na lotnisko. Wszyscy już wiedzieli. Czuła się jakby przejeżdżała ulicami Londynu po raz ostatni w życiu. Zdawało jej się, że deszcz dudni o szyby mocniej niż kiedykolwiek. Na lotnisku miała czekać Alice z Michaelem. Rodzice jak zwykle, nie zainteresowali się tym co dzieje się z Vivian. Po co im córka, która nie radzi sobie z życiem i nie potrafi nawet normalnie się odżywiać?

Najpierw zobaczyła Alice. Siedziała na ławce w budynku lotniska, długie rozpuszczone blond włosy opadały jej na pochyloną twarz. Nie wyglądała na szczęśliwą. Podeszła do niej.

-Alice?

-Vivian. Cześć. –Powiedziała bez entuzjazmu nie wstając żeby ją przytulić jak zwykle.

-Gniewasz się?- Zapytała zmieszana Vivian bliska płaczu.

-Wiesz… nie. Nie rozumiem tylko dlaczego amerykanistyka.

Vivian roześmiała się lekko. Wiedziała że przyjaciółka stara się zmienić temat.

-Interesuje mnie to.-Odpowiedziała.- Gdzie Michael?

-W łazience.

-Alice?

-Tak?

-Kocham cię.

-Ja ciebie też.

***

Zasnęła w samolocie płacząc. Zastanawiała się dlaczego akurat Nowy Jork. W tamtym momencie wszystkie wytłumaczenia zniknęły z jej głowy. Londyn zostawał gdzieś za nią, jak zakończona historia z przeszłości.

-Wrócę. Przysięgam. – szeptała cicho sama do siebie.



 Vivian Mortal

  

>link do zdjęcia<

Studentka college’u, multiinstrumentalistka, 19 lat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz